14 grudnia 2008
Miało być szybko, wyszło jak zawsze :P - Czyli tydzień po. No to już po darżlubie. Zmęczenie opadło :P - można więc pisać.
Linki do mapek itp. na końcu wpisu.
Zajęliśmy razem z Mariuszem 3-cie miejsce. Łatwo nie było, ale ogólnie rzecz ujmując jesteśmy bardzo zadowoleni. Świadomie zrezygnowaliśmy z 2 punktów. Aby nie ryzykować wylądowania na mecie po przekroczeniu limitu spóźnień - kończy się to 10 punktami karnymi za każdą minutę. A teraz od początku, ale bez zegarka w ręku (jak ostatnio).
Przyjechaliśmy do szkoły w Kolbudach, znowu jako zespół o nazwie PATHFINDER. Zajmujemy miejsca do spania i sprawdzamy naszą minutę startową, a tu mile zaskoczenie bo mamy 2 - słownie: drugą! minutkę.
Kolejna nietypowa sprawa, to miejsce startu którym tym razem nie jest baza imprezy. Czyli wsiadamy do autobusu, a ten nas wywozi gdzieś, teraz już wiemy, że do Czapelska. Karty startowe dostajemy z okien samochodów stojących na przystanku autobusowym, a zegar odliczający minuty stoi na dachu jednego z nich. Po pierwszym autobusie z uczestnikami, zjawia się drugi - i robi się bardzo tłoczno.
Długo nie podziwiamy widoku zegara i coraz większej liczby osób, o 17:02 startujemy. Szybko wychodzimy na prowadzenie (chyba), bo przyjmujemy ryzykowny wariant i wyprzedzamy tych co się zastanawiają na pierwszym skrzyżowaniu. Kilka razy się zastanawiamy, ktoś nas dogania, ale to my trafiamy na pierwszy lampion, drugi namiar nas upewnia i go spisujemy.
Do dwójki, droga była całkiem prosta, ale jakoś skoczyła się szybciej niż na mapie, więc poszliśmy z lekka za daleko. Mały powrót wejście działówką, która nagle się 'urwała' ale twardo poszukujemy, przedzieramy się przez gęstwinę lekko pod górkę(bo tam na być punkt), i wreszcie jest na takim drzewku że po paru minutkach zabawy scyzorykiem można by zabrać je ze sobą.
Po długich namysłach jak zaatakować trójkę zdecydowaliśmy się na wątpliwej jakości przecinkę a potem azymut. Jakby to ująć poszliśmy na wiarę. Ale jak trafiliśmy na drogę, to podeszliśmy od południa do trójki i udało się to za pierwszym razem:)
Kolejna na liście jest 4-ka. Dochodzimy w jej okolice bardzo szybko, ale niewidoczna przecinka utrudnia znalezienie punktu, znowu za drugim podejściem, tym razem wzdłuż strumyczka, się udaje. 4 załatwiona.
Pora na 5. Dojście w okolice punkt bez problemu, ale potem punkt poddaje się dopiero za drugim wejściem w las, zdobyty na spółkę z jakaś ekipa;)
6 ? Hmm... A taki punkt w ogóle był? My go nie zauważyliśmy, ale za to...
7(ognisko) padło naszym łupem błyskawicznie. I byliśmy tam PIERWSI (to tytułowe :P). Co nie było trudne przy naszej minucie startowej i przemilczeniu tematu punktu poprzedniego. Na ognisku było miło, ciepło i można było coś zjeść i wypić.
Po godzinie STOP-czasu ruszamy na punkt ósmy! Po jednym wybadaniu drogi trafiamy bez problemów. Na punkcie okazało się, że mój GPS nie został włączony od przerwy ogniskowej- ten fragment trasy jest odtworzony z pamięci (proces żmudny i mozolny- stąd te dziwne prędkości i wysokości itp.)
9 ekhm... Z punktem było sporo problemu- jar na mapie odbiegał z lekka od rzeczywistości, ale się nam udało. Ciekawsza była droga do tego punkt, ponieważ zwyzywał nas pewien gospodarz, którego nawet na oczy nie zobaczyliśmy, bo krył się w ciemności. Ponieważ byliśmy na drodze publicznej to go zignorowaliśmy, ale potem bałem się czy on jakiejś wiatrówki nie wyjmie jak skręciliśmy na łąkę i szliśmy pod lasem ;) - żyjemy więc chyba sobie odpuścił.
1+0 = dziesięć - No to wchodzimy w "wąski pasek" na mapce i tak on nas przestraszył, że od razu popełniamy mały błąd. Ale po szybkiej korekcie trafiamy w okolice punkty, schodzimy jarem i punkt JEST spisany.
11 - Podejście do punktu bez najmniejszego problemu i zastanawiania się jak iść - w efekcie zdobywamy go błyskawicznie.
12 - ta sama sytuacja co poprzednio. Z tą różnicą, że na około 200m przed punktem mamy punkt mylny :P. Ale się nie dajemy nabrać i Tuzin z głowy.
Trzynastka - no tu mieliśmy małego pecha. Podjęliśmy krótszy ale ryzykowny wariant podejścia - skończyło się tym, że dwa razy schodziliśmy do sporych jarów, zamiast raz i spisaliśmy stowarzysza. Na szczęście poprawiliśmy się i 13 została zapisana jak należy. Na deser zostało nam kilkunastometrowe (lub więcej) zbocze, i mówię tu o wysokości, aby się wydostać z tego jaru.
14 - tu sytuacja wyglądała analogicznie jak w wypadku 6. Stwierdziliśmy, że także ten punkt nie leży na naszej trasie :P i poszliśmy dalej. A tak serio - po prostu już nam się limit zaczął, punkt nie wyglądał na łatwy - więc woleliśmy nie ryzykować.
15 - od Wsi Babidół zrobił się mały pociąg - inne trasy, jakieś inne zespoły - kilka osób. My walcząc o każdą minutę szliśmy na samym przodzie. Przed wsią Nowiny się zatrzymujemy i patrzymy na mapkę. Pociąg nas ominął - zdziwiliśmy się, ale ich sprawa. Szybko schodzimy w drogę w lewo, a potem znikamy w Lesie - przygaszamy czołówki aby nas nie było widać z drogi :> - Idziemy sobie skrajem lasu jakąś taką drogą, której na mapie nie było - prawdopodobnie jakiś pas, albo droga przeciw pożarowa. Przy 15 spotykamy jakąś ekipę co szukała jej uparcie nie tam gdzie trzeba i starała się nam wmówić, ze punktu nie ma. Ale nie ze mną takie numery! - Mariusz coś tam buty poprawiał, a ja w pierwszym podejściu znajduję punkt - na skraju lasu na wielkim drzewie. Punkt spisujemy
cel: META - Wybieramy wariant (z mapy na przełaj w praktyce droga) na skróty. Szybko dochodzimy do wsi Kolbudy Dolne i już poboczem, chodnikiem, ulicą na Metę. Po drodze widzieliśmy sporo drużyn przed i za nami. Ale to nic dziwnego - te 515 uczestników musiało jakoś wrócić do Bazy.
Okazało się, że zostało nam sporo czasu z limitu spóźnień i można było się pokusić o zdobycie punktu nr. 14. No ale co tam. Strategię i taktykę obmyśla się (i zmienia) - na trasie, lub na starcie, ale NIGDY na mecie!
Jak było?
Jak zwykle - bardzo fajnie. Frekwencja była spora - ale jakoś tego muszę przyznać nie odczułem. Część ludzi wróciła wcześniej, część chodziła po szkole jak my sobie smacznie odpoczywaliśmy - tak! - byliśmy wcześnie na mecie i mieliśmy miejsce aby sobie materac/karimatę/alumatę rozłożyć i pospać.
Największa wada bazy - czemu na bazie był tylko jeden kibelek, jeden pisuar, i jeden zlew - dla wszystkich uczestników?! - Może ja nie wiem o jakiejś większej toalecie - ale tylko ta była oznaczona.
Punkty na trasie - niektóre były na prawdę umieszczone w trudno dostępnych miejscach - przebijanie się przez krzaki na azymut - tu łatwo było o błąd. Albo punkt umieszczony po jednej stronie rzeczki, i jak ktoś podszedł z drugiej - to albo się moczy, albo szuka obejścia (traci czas). Nikt nie mówił, że ma być łatwo - w końcu trasa bardzo trudna. Ale w porównaniu do poprzednich imprez odnoszę wrażenie, że poziom trudności wzrósł bardzo mocno. Co prawda wcześniej chodziliśmy na trasach trudnych, ale czy to aż tak się zmienia?
LINKI:
Wszystkie mapy,
Wszystkie punkty - Punkty stowarzyszone dla wszystkich tras (pdf),
Nasza mapka - Trasa Bardzo Trudna "Poszukiwacze zaginionej Arki" (pdf),
Wyniki,
Zdjecia z darżluba (jak znajdę te na których jesteśmy to zamieszczę ich numerki:>) - Uwaga! - każdą galerię można przwijać.
nasza trasa według GPSa - map my ride - patrz niżej
Darżlub 2008
Widget powered by EveryTrail: GPS Geotagging
15 grudnia 2008 o 17:20:32
Relacja niezwykle ciekawa, sposób w jaki opisałeś przebieg trasy sprawia, że chciałoby się to samemu przeżyć:)
Brakuje mi akapitu dotyczącego nagród a przecież zajęliście 3-cie miejsce!!!
Ogólnie rewelacja:)
20 grudnia 2008 o 11:38:38
Ciekawa relacja - podlinkowałem ją na stronie Darżluba.
Jak ktoś ma ochotę obejrzeć zdjęcia z imprezy lub poczytać inne relacje - zapraszam na stronę www.darzlub.xt.pl do działu "Relacje i fotorelacje".